Krajowa Spółka Cukrowa S.A.

Przejdź do wybranego podserwisu

Treść

Specjalnie dla "Rzeczpospolitej"

Nie odczuwamy kryzysu


SPECJALNIE dla „Rzeczpospolitej“

Marcin Kulicki
prezes Krajowej Spółki Cukrowej S.A.

* Został pan prezesem Krajowej Spółki Cukrowej w momencie, gdy zakończyła się reforma rynku cukru, jego ceny idą w górę, w dodatku rekompensaty z UE pozwolą na osiągnięcie dużego zysku. Można powiedzieć, że jest pan skazany na sukces.

Marcin Kulicki: Osiągnęliśmy docelową liczbę cukrowni, ale to nie koniec restrukturyzacji, która będzie trwała jeszcze dwa lata. Musimy zagospodarować 19 lokalizacji po wygaszonych cukrowniach, zorganizować tam inną działalność albo sprzedać majątek i znaleźć zatrudnienie dla 650 osób. Roczne koszty utrzymania tego wyłączonego majątku i zatrudnienia kosztują teraz spółkę 100 mln zł.

* Na co firma przeznaczy unijne rekompensaty?

Na restrukturyzację, modernizację i ekspansję. Zostanie dla nas netto ok. 50 mln euro. Z działalności operacyjnej zysk w tym roku wyniesie 150 - 170 mln zł, w tamtym roku mieliśmy stratę 180 mln zł.

* Nie odczuwacie kryzysu?

Tak można powiedzieć.

* Polska z kraju o nadwyżce cukru stała się jego importerem. Brakuje ok. 200 tys. ton, kto to dostarczy?

W Polsce i krajach ościennych brakuje ok. 1 mln ton cukru. Koncerny z Francji i Niemiec będą przenosiły się na obszar deficytowy. KSC nie ma teraz możliwości dostarczenia większej ilości cukru na rynek, ale negocjujemy z francuskim Tereos zawiązanie spółki handlowej. Ewentualne negocjacje będą twarde i rozłożone w czasie, a ich efekty będą w przyszłym roku.

* Czy plany tworzenia „wielkiego cukru“ - połączenia KSC z innymi spółkami są aktualne?

Nie ma już takich planów. MSP pracuje nad modelem prywatyzacji, który by zabezpieczył polski charakter firmy. Chodzi o prywatyzację zamkniętą dla plantatorów i pracowników. Ale jest to trudne do przeprowadzenia, ponieważ mamy 18 tys. plantatorów.

* To jest niewyobrażalne, by wszyscy stali się udziałowcami KSC.

Ale taki jest kierunek, MSP pracuje nad tym.

Źródło: Rzeczpospolita (7.05.2009), rubryka: Ekonomia i rynek, strona: 11, autor: Magdalena Kozmana

« wstecz